wyszedłeś po cichu zostawiając lekko
uchylone drzwi
nie było nawet słychać jak schodzisz
po schodach
nie zaskrzypiały deski na progu gdy na
nie stanąłeś
wyszedłeś zabierając każdy obrazek
który przypominałby że tu byłeś
zabrałeś nawet tę starą beżową,
znoszoną kurtkę w której przyszedłeś
i rękawiczkę dziurawą na czwartym
palcu prawej ręki
wyszedłeś zostawiając na stolę
pustą kartkę i ołówek
nie dopiłeś kawy, ani nie zjadłeś
do końca nadgryzionego wczoraj jabłka
po tobie została mi tylko zgaszona
świeczka, nasza ulubiona książka otwarta na sto czwartej stronie
kołyszące się jeszcze po cichu
klucze w zamku
i łza nie wyschnięta na moim policzku
a ty wyszedłeś po cichu - mój
Boże...
a ja czekam że wrócisz
nie czekam?



