środa, 12 grudnia 2012
Ogniowe rozkminy.
Dzisiaj siedząc przy komiku, starając uczyć się do zaliczenia z patomorfologii naszły mnie bardzo filozoficzne rozkminy.
Drewno strzelało zajęte przez ogień. Jedno polano zapalało kolejne. Żar stawał się coraz mocniejszy, że czasem szklana szyba oddzielająca rozpalone wnętrze pieca nie wystarczała, żeby powstrzymać ogrom ciepła.
Wiatr wpadający przez komin potęgował swoimi podmuchami szalejący pożar.
Tak sobie wtedy pomyślałem, że to wszystko jest takie życiowe. Jesteśmy jak suche szczapy, które ktoś musi zapalić swoją pasją, miłością, swoim patrzeniem na świat, swoją duchowością. Wtedy my też zaczynamy płonąć, najpierw powoli i statecznie z każdym muśnięciem tajemniczego Wiatru rozpalając się mocniej i mocniej i przekazując, swoją energię innym.
Święty Dominik powiedział: „Zapalać może tylko ten, kto sam płonie”.
I kiedy w taki sposób pomyśli się o swoim życiu, to często w jakiś tajemniczy sposób rzeczy trudne przychodzą łatwiej. Przynajmniej u mnie.
I w ten sposób wróciła chęć do nauki patomorfologii.
Trzeba tylko strzec, żeby ogień nie zgasł zbyt prędko, żeby nie stać się życiowym niedopałkiem, albo życiowym wypałkiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz