poniedziałek, 10 grudnia 2012
Można nie pisać, tylko po co?
Mój znajomy Marek bardzo często nadużywa wręcz sformułowania, że "można nie robić tego lub tamtego, tylko po co?". Pytanie śmieszne w całej absurdalności, ale widzę to po sobie, że czasem nawet taka mała "pierdółka" bywa niezłą mobilizacją. Wczoraj stanąłem przed wielkim dylematem. Usunąć facebooka, czy tego nie robić... I nagle jak żarówka w głowie zapaliła się myśl, że można nie usuwać tylko po co. Fakt, że podejście może nie zbyt mądre, ale bywa, czasem trzeba oprzeć swoje decyzje na czymś słabym, śmiesznym, a nawet głupim. W moim życiu bardzo często ta głupia pierdółka okazuje się "zbawiennym głupstwem". Taka mała reguła życiowej przekory. A dziś wychodząc z tej niezbyt mądrej nowo poznanej filozofii Marka zasiadłem do czytania swoich ulubionych blogów i znów zapaliła się ta żarówka w głowie, że "można nie pisać bloga, tylko po co...". Tada. Ot krótka historia początku mojego blogerstwa. Być może nikt jej nigdy nie przeczyta <haha>, ale tak naprawdę "można nie czytać, tylko po co...?"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz